Na początku wystarczy jedno spojrzenie i już robi się cieplej. Po pewnym czasie równie skutecznie działa wiadomość: „Kupiłem twoje ulubione bułki”. Czy między tymi dwiema chwilami nadal jest miejsce na chrupanie? Oczywiście. Czasem tylko trzeba odsunąć suszarkę z praniem.
Wszystko zaczyna się od apetytu
Znasz ten moment? Ktoś się uśmiecha, poprawia włosy, mówi coś zupełnie zwyczajnego, a ty nagle zapominasz, po co właściwie trzymasz telefon.
Jeszcze przed chwilą chodziło o sprawdzenie pogody. Teraz pogoda przestała mieć znaczenie.
To właśnie nazywamy chrupaniem. Tę ochotę, żeby przysunąć się odrobinę bliżej. Przedłużyć rozmowę o kolejne pięć minut. Znaleźć bardzo ważny powód, by spotkać się ponownie — na przykład oddać pożyczony długopis, który spokojnie można było zostawić na stole.
Nikt tu oczywiście nie planuje nikogo zjeść. Chociaż tekst „wyglądasz tak, że można cię schrupać” ma zdecydowanie więcej uroku niż „twój wygląd oceniam pozytywnie”.
Potem przychodzi życie. W kapciach
Pierwsze randki mają własne oświetlenie. Człowiek pachnie, dobiera ubrania i udaje, że zawsze je tak elegancko.
A potem przychodzi wieczór, kiedy jedno siedzi w rozciągniętej koszulce, drugie szuka ładowarki, a najgorętsze zdanie dnia brzmi:
— Nie ruszaj się. Chyba leżysz na pilocie.
Czy to koniec romantyzmu? Niekoniecznie. To dobry moment, żeby odkryć jego domową odmianę.
Bo chrupanie po dłuższym czasie potrafi wyglądać tak:
— Ładnie dziś wyglądasz.
— Przecież nigdzie nie wychodzę.
— Wiem. Mówię do ciebie, nie do planów na wieczór.
I nagle ta rozciągnięta koszulka ma całkiem niezły wieczór.
Instrukcja drobnego podchrupywania
Nie potrzeba hotelu z widokiem na morze ani płatków róż rozsypanych w przedpokoju. Te ostatnie i tak ktoś musiałby później odkurzyć.
Można zacząć od spojrzenia znad telefonu. Takiego, które mówi: „O, jesteś. Lubię, kiedy jesteś”.
Można pocałować się na powitanie odrobinę uważniej niż przy odbieraniu przesyłki od kuriera.
Można wysłać w środku dnia wiadomość: „Mam dziś na ciebie ochotę”. A jeśli wasz flirt ma bardziej kulinarny charakter: „Wracaj szybko. Ty, ja i coś dobrego. Kolejność ustalimy”.
Najważniejsze, żeby druga osoba miała z tego tyle samo frajdy. Udane chrupanie poznasz po odwzajemnionym uśmiechu. To lepsza wskazówka niż wszystkie poradniki uwodzenia razem wzięte.
Uwaga na tekst: „Domyśl się”
W relacjach czasem liczymy na telepatię.
„Przecież powinien wiedzieć”.
„Przecież powinna zauważyć”.
Tymczasem druga osoba od dziesięciu minut zastanawia się, czy pralka skończyła prać.
Dlatego zamiast czekać na cud, można powiedzieć:
— Chodź, przytul mnie.
— Zabierz mnie gdzieś. Może być nawet spacer.
— Tęsknię za naszym wygłupianiem się.
Takie zdania dają drugiej osobie szansę podejść bliżej. Bez egzaminu z czytania w myślach.
Chrupcie się czasem bez okazji
Między obowiązkami łatwo zostać świetnie zorganizowaną drużyną do opłacania rachunków. Warto więc od czasu do czasu przypomnieć sobie, dlaczego właściwie wybraliście akurat ten wspólny skład.
Zaczepnym spojrzeniem. Komplementem wypowiedzianym podczas krojenia pomidora. Tańcem w kuchni, nawet jeśli jedyną muzykę zapewnia zmywarka.
A wieczorem można przysunąć się bliżej i szepnąć:
— Wiesz co? Nadal mam ochotę cię schrupać.
Tylko najpierw warto oddać kołdrę. Niektóre gesty wyjątkowo skutecznie budują nastrój.
A u Was jak wygląda chrupanie: wielki flirt czy podkradanie sobie frytek z talerza?
